You are here
Home > Domyślna > Oko w oko z kolczakiem

Oko w oko z kolczakiem

Czytając o niebezpiecznych, egzotycznych pajęczakach nie zdajemy sobie sprawy, że także i u nas żyją pająki, z którymi kontaktu lepiej się wystrzegać. Mało osób wie o istnieniu w Polsce pewnego gatunku, którego ugryzienie nie należy do przyjemnych. Nie dość, że osiąga całkiem spore rozmiary, to dodatkowo, gdy czuje się zagrożony jest wyjątkowo agresywny. Jego duże szczękoczułki mogą z łatwością przebić ludzką skórę, a siła jadu jest znacznie mocniejsza niż pozostałych rodzimych bezkręgowców. Mowa o kolczaku zbrojnym Cheiracanthium punctorium – jednym z największych polskich pająków.

Duże szczękoczułki bez trudu przebijają ludzką skórę.

Na początek jednak parę słów o kwestiach technicznych mojej sesji. Zdjęcia, które widzicie powstały w 2009 roku w okolicach znanego lokalnego muzeum archeologicznego w Krzemionkach Opatowskich. Suche łąki na skraju sosnowych lasów to, jak się wcześniej dowiedziałem najpewniejsze miejsce na spotkanie kolczaka. Po kilkunastu minutach poszukiwań znalazłem kokon, a w niej sporych rozmiarów samicę gotową do złożenia jaj. Fotografie zrobiłem na pomocą typowego zestawu do zdjęć makro, czyli połączenie lustrzanki, obiektywu i lampy błyskowej. Lustrzanką był Nikon D90, wówczas pierwszy aparat z trybem Live View, który to okazał się pomocny przy kadrowaniu blisko ziemi. Dołączyłem do niej obiektyw makro Tamron 90 f/2.8, z osadzonym dodatkowo Raynoxem DCR-250, niezbędnym przy dużych zbliżeniach na głowę i szczękoczułki pająka. W zestawie niezbędna lampa Nikon SB-900 z dyfuzorem ręcznej roboty.

Jedyny błąd, jaki popełniłem to brak dodatkowego materiału, który mógłbym osadzić na dyfuzor, żeby dodatkowo złagodzić moc światła i całkowicie pozbyć się odblasków, które jednak pojawiły się na szczękoczułkach i głowie kolczaka. Wylot dyfuzora pokryty był podwójną warstwą kalki technicznej, co w olbrzymiej większości daje ładne zmiękczenie padającego na obiekt światła i eliminuje odblaski. W tym przypadku zestaw nie sprawdził się idealnie. Problem z odblaskami pojawia się, gdy:

  1. Obiekt, a w tym przypadku pająk pokryty jest chityną, która mocno obija błysk lampy
  2. Mocno domkniemy przysłonę, żeby na jednym ujęciu uchwycić jak najwięcej szczegółów pająka, czyli technicznie mówiąc zwiększymy głębię ostrości na zdjęciu. Zmniejszenie wielkości otworu przysłony wymaga zwiększenia mocy lampy, co sprawia, że pierwszy plan jest dobrze oświetlony, a jednak generuje pewne odblaski przy zbyt cienkiej warstwie materiału lub jego nieodpowiedniej konsystencji.

W takich sytuacjach można zastosować kilka rozwiązań, które mocno ograniczą lub całkowicie wyeliminują odblaski. Pierwszy z nich to dołożenie dodatkowego materiału rozpraszającego, jak na przykład wszelakiej pianki, która dodatkowo osłabi błysk. Możemy w pewnym stopniu zapanować nad odblaskami i ustawiać aparat odpowiednio pod kątem tak, aby odblask pojawił się na mało istotnych elementach lub kilka z nich było względem siebie symetryczne, co nie rzuca się odbiorcy w oczy. Drugie z rozwiązań to ustawienie przysłony na wartość nieprzekraczającą f8 i wykonanie serii zdjęć z różną płaszczyzną ostrości w technice stackingu. Później serię składamy w Photoshopie, a podczas sesji posiłkujemy się jedynie niewielkim błyskiem, jego brakiem lub doświetleniem tylko w postaci światła LED. Teoria brzmi pięknie, jednak w praktyce w terenie może być to bardzo trudne. W tym przypadku ciężka samica ruszała się pod wpływem własnego ciężaru na szczycie rośliny, więc bez dodatkowego unieruchomienia nie dało się wykonać serii zdjęć z nieruchomym pająkiem. Po drugie były to czasy, kiedy mało kto w ogóle robił zdjęcia w tej technice, choć była już stosunkowo popularna za Oceanem. Ja również nie miałem ciśnienia na wykonanie perfekcyjnych serii dziesiątek zdjęć, a potem siedzenia cały dzień nad ich składem. Proste ujęcia całkowicie mnie zadowalały, tym bardziej, że wówczas skupiałem się na zdjęciach typowo dokumentacyjnych lub dużych powiększeniach z mocno przymkniętą przysłoną.

Wróćmy jednak do samego bohatera tekstu już bez otoczki technicznej. Gatunek ten preferuje suche łąki, słabo użytkowane, nieskoszone miedze, czy też roślinność z sąsiedztwie polnych dróg. Generalnie rzecz biorąc muszą to być dobrze nasłonecznione i stosunkowo suche stanowiska. Samice kolczaka osiągają długość do 15 mm; samce natomiast, jak to zwykle bywa u pająków są nieco mniejsze i wyróżniają się skromniejszą posturą. Głowotułów ma barwę pomarańczową lub jasnobrązową, odwłok zielonkawy z ciemniejszym pasem po środku. Gatunek ten stosunkowo łatwo rozpoznać po owym ubarwieniu i co najważniejsze olbrzymich, czerwonych szczękoczułkach. Kolczaki w ciągu dnia przebywają w swym oprzędzie, natomiast nocą polują w jego okolicy na owady, skradając się do nich podobnie jak wiele innych pająków, które nie tkają sieci.

Do wypełnienia kadru w skali około 2:1 niezbędny jest zestaw lustrzanka + obiektyw makro + Raynox DCR-250.

Najlepszą porą do poszukiwań pająka jest koniec lata, kiedy samica tka gęsty oprzęd, w którym ostatecznie składa jaja. Znajduje się on zwykle na wysokości od kilkunastu centymetrów do około pół metra i zbudowany jest ze złączonych pajęczyną baldachów roślin zielnych.

Może on mieć wielkość kurzego jaja, wewnątrz którego przebywa samica. Po pewnym czasie składa w nim około 100 jaj i dzielnie opiekuje się potomstwem gotowa zaatakować każdego, kto tylko chciałby dostać się do środka konstrukcji.  Młode wykluwają się po około czterech tygodniach. W październiku opuszczają kokon, a zimę przeżywają w stanie anabiozy w bezpiecznych kryjówkach w ziemi, lub tuż przy jej powierzchni.

Samica broniąca jaj potrafi dotkliwie ugryźć.

Oczywiście, wiele rodzimych gatunków pająków, takich jak krzyżak, czy kątnik domowy jest jadowita i potrafi zarówno przez przypadek, jak i w obronie przekłuć ludzką skórę. Zwykle ich ugryzienia porównywalne są do użądlenia pszczoły, a objawy, jeśli nie jesteśmy uczuleni przechodzą zazwyczaj w przeciągu kilku godzin. Jad kolczaka jest znacznie mocniejszy, a samo ugryzienie znacznie bardziej bolesne. Pająk oczywiście nie ma złych intencji i nie czatuje na człowieka, aby potem podstępnie rzucić się na niego i kąsać. Wszelkie tego typu zdarzenia są efektem przypadkowej obecności pająka pod ubraniem, bądź też na ciele nieproszonego gościa. Bywały przypadki, gdy po ugryzieniu niektóre osoby trafiały do szpitala z objawami znacznego osłabienia organizmu.

Ugryzienie pająka powoduje silny ból oraz dreszcze, może także wywoływać mdłości i wymioty. Objawy mogą trwać kilka dni, pojawiać się może również martwica tkanek i długotrwały obrzęk ugryzionego miejsca. Ślady po ugryzieniu, a dokładnie odstęp pomiędzy śladami szczękoczułek wynosi 6-8 mm. Bywały przypadki, że ugryzienia kolczaka mylono z ukąszeniami żmii.

Oprzęd może mieć wielkość nawet kurzego jaja.

W przeciwieństwie do większości innych rodzimych pająków szczękoczułki dorosłego kolczaka z łatwością przebijają ludzką skórą. Na kontakt z kolczakiem mogą być również narażone koty i psy buszujące w wysokich trawach. Ugryzienia przez ten gatunek były szczególnie szumnym tematem w Austrii, gdzie stwierdzono kilkadziesiąt tego typu przypadków tylko w ciągu jednego sezonu.

Porównanie wielkości ciężarnej samicy kolczaka.

Ocieplanie klimatu w ostatnich dziesięcioleciach z pewnością sprzyja zajmowaniu nowych stanowisk przez kolczaka. Poza zagrożeniem, jakie stanowić może zbyt bliski kontakt z tymże gatunkiem, sam kolczak jest niejako osobliwością fauny danego miejsca. Spotkanie z nim, co szczególnie potwierdzą zapaleni przyrodnicy, jest zawsze interesującą przygodą, niejako zetknięciem się z zwierzęciem niemal egzotycznym. Pamiętajmy jednak, żeby w naszych poszukiwaniach zachować znaczną dozę ostrożności.

Szymon Wójcik

 

Zapraszam jak zwykle również na moje inne media i strony:

Mój Instagram

Kursy i warsztaty fotografii www.kreatywne-foto-warsztaty.pl

www.simonwojcikphotography.com

www.szymonwojcikfoto.eu

Mój profil na portalu 500px.com

Dodaj komentarz

Top