You are here
Home > Parent Category I > Child Category II > Śladami filmu „Sztuczki”

Śladami filmu „Sztuczki”

O filmie słów kilka

Podczas krótkiego zimowego pobytu w Wałbrzychu, wyposażony jedynie w smartfona wybrałem się poranną wyprawę w miejsca, w których kręcono w sierpniu 2006 roku film obyczajowy w reżyserii Andrzeja Jakimowskiego pod tytułem „Sztuczki”.

Film, jak podaje Wikipedia, powstawał od 15 lipca do 30 sierpnia 2006 przy ul. Daszyńskiego, ul. Andersa oraz ul. Niepodległości, ul. Szkolnej i ul. Reymonta w okolicach wiaduktu kolejowego. Po wizytach w różnych zakątkach miasta, przypuszczam, że wybrane sceny mogły mieć miejsce również w dzielnicy Sobięcin, a dokładnie ul. Wschodnia, ul. Św. Barbary i ul. Średnia (okolica zwana podobno Palestyną).

Aleja Niepodległości przy wiadukcie, gdzie rozgrywa się dużo scen filmu.

Fabuła filmu opowiada o życiu dwojga rodzeństwa: Uli i jej młodszego brata Stefka. Wychowywani są przez matkę, która pracuje w sklepie spożywczym (przy wiadukcie); ojciec natomiast przed wieloma laty opuścił rodzinę. Stefek uważa, że stosując różne „sztuczki” jest w stanie zmienić ich los i sprawić, aby ojciec wrócił do rodziny. Na dworcu kolejowym (dworzec w Oławie) spotyka mężczyznę, który przypomina mu ojca, a „sztuczki” chłopca sprawiają, że jego powrót na łono rodziny staje się coraz bardziej realny.

Widok na wiadukt od południa.

Film pomimo wolnego tempa i braku skomplikowanej fabuły jest naprawdę wciągający. Przedstawia w niesamowicie prosty sposób nieco prowincjonalny świat, gdzie życie toczy się powoli, bez większych stresów, a trywialne wręcz wydarzenia są głównym punktem dnia. Dodatkiem jest stara, mocno nadgryziona zębem czasu zabudowa Wałbrzycha. Sprawia ona odrealnione wrażenie miejsca, które już dawno zostało opuszczone przez ludzi…. Okazuje się jednak, że sporo budynków jest nadal zamieszkałych, część niestety przeznaczona jest już do wyburzenia.

Czego szukałem?

Wybrałem się tam, żeby poszukać kamienic z poprzedniej epoki, starych zakamarków na podwórkach, między garażami i w bramach. Coś, co jedynie w niewielu miastach zachowało się do te pory bez remontu.

Komórki przy ul. Niepodległości.

Fotografowie uliczni będą tu mieli pole do popisu, choć myślę, że najciekawsze kadry powstałyby w latach 90-tych, kiedy ulice i podwórka wypełniał gwar dzieci, zabawy młodzieży i dyskusje dorosłych. Tyle tylko, że przy próbach dokumentacji istniała wówczas duża szansa na utratę zębów i sprzętu jednocześnie. W poszukiwaniu kadrów widzianych w Internecie odwiedziłem dzielnicę Sobięcin; jednak okazało się, że przybyłem trochę za późno, a kilka kamienic zostało już zburzonych. Dowiedziałem się również, że kilka kolejnych również wkrótce zostanie zrównanych z ziemią, ponieważ ewentualny remont jest zbyt kosztowny, bądź po prostu niemożliwy.

Ulica Szkolna w okolicach wiaduktu.

Dlaczego nie czarno-białe kadry?

Zwykle tego typu miejsca fotografowane są w czerni i bieli. Dlaczego zrobiłem tak dla zaledwie dwóch zdjęć? Zaraz po zgraniu materiału na komputer wstępnie usunąłem kolor, jednak tylko pojedyncze sceny wyglądały dobrze. Usunięcie barw nie zawsze przynosi zamierzony efekt artystyczny. Sprawdza się w sytuacjach, w których kolor praktycznie nie odgrywa żadnej roli, a skupiamy się na chwili, oddaniu emocji, czy kontekstu danej sceny. To w kwestii typowego reportażu, gdzie głównymi bohaterami są ludzie. Również i u mnie jeden kadr z miejscowym złomiarzem w roli głównej, sprawdza się całkiem nieźle. Mogłem w nim bezkarnie podkręcić kontrast i strukturę, co w barwnych zdjęciach wygląda często niesmacznie. Miejsca, w których nie ma kolorów na ścianach również dobrze konwertują się do czerni i bieli. Przedstawienie wszystkich budynków bez barw powoduje, ze sceny są mocno przygnębiające. Historia wielu budynków jest znacznie bardziej ciekawa w kolorze, który pokazuje, że kiedyś osiedla te posiadały malowane na żółto ściany i barwne żółto-zielone klatki schodowe. Ta mozaika barw przypominać może ujęcia z ubogich dzielnic w egzotycznych krajach, gdzie kolor sprawdza się doskonale. Może nieco poniosło mnie z pokręcaniem struktury i kontrastu, ale w miarę stonowany barwny HDR oddaje według mnie charakter tych miejsc.

Kamienice przy ul. Wschodniej.

O sprzęcie kilka słów

Czym dokumentowałem? Jak już pisałem na wstępie zwykłym… no może trochę lepiej niż zwykłym smartfonem. Mój LG V30 posiada dwa obiektywy, co jest w praktyce niesamowicie przydatne. Okazuje się, że do prostego reportażu tego typu sprzęt może nie jest optymalny, ale spełnia minimalne wymogi. Jest mały, podręcznym nie rzuca się w oczy, można go szybko wyjąć i schować, ma tryb HDR i obiektyw szerokokątny. Brakuje obiektywu portretowego oraz większej matrycy, generującej mniejsze szumy przy wyższym ISO.

Pozostałości farby na ścianach świadczą o tym, że Sobięcin (ul. Świętej Barbary) w latach 60-tych mógł wyglądać całkiem przyjaźnie.

Wrażenia

Czy Wałbrzych zmienił się od czasu filmu? Niesamowicie! O ile centrum Wałbrzycha i przyległe ulice są już odnowione, to pamiętam jeszcze odwiedzając miasto w 2003 roku, że ówczesna starówka mocno różniła się od obecnego stanu. Okolice wiaduktu, gdzie rozgrywa się główna akcja filmu i ulica w stronę wiaduktu również, choć są zakamarki, gdzie czas się zatrzymał. Odwiedzając tego typu miejsca jesteśmy świadkami zmierzchu pewnej epoki, a ja sam cieszyłem się, że mogę utrwalić coś, czego już częściowo za niedługo nie będzie.

Lokalny złomiarz opowiedział mi o historii tego miejsca (ul. Św. Barbary). Nieźle sprawdził się również jako model, przytulając przy okazji całe 10 zł za pozowanie.

Warto prześledzić film i zobaczyć, jakie zmiany miały miejsce w przeciągu zaledwie kilkunastu lat. Podobno podczas emisji filmu w Japonii, miejscowi filmoznawcy zastanawiali się, skąd Polacy mają taki spory budżet na niekomercyjny, jakby nie było film, skoro są w stanie pozwolić sobie na tak realistyczną scenografię. Cóż, pewnie to taka ciekawa anegdota, która jednak dodaje aury wydatkowości tej produkcji.

I po imprezie…..(ul. Wschodnia, Sobięcin).

Jeden z budynków w Sobięcinie (ul. Św. Barbary) przeznaczony do rozbiórki.

Wejście do klatki jednego z częściowo zamieszkałych budynków w Sobięcinie.

I po wejściu do klatki schodowej…..

Żałuję kilku kadrów, których ze względu na pośpiech nie udało mi się wykonać, jak starszych panów podświetlonych przez mocne promienie porannego słońca, którzy palili papierosa we wnęce między budynkami. Nie uchwyciłem ludzi, którzy o poranku rozpoczynali dzień rozmową z sąsiadami. Ciekawie wkomponowałby się w całość stary pojazd typu Fiat 125p lub 126p, Nysa, Polonez; generalnie cokolwiek z epoki PRLu lub stare amerykańskie krążowniki, które chłopaki remontują w omawianym filmie. Bawiące się przed budynkiem dzieci, czy młodzież to również wdzięczny motyw w połączeniu z starymi budynkami, grą światła i cienia w bramach, przy garażach i na obskurnych ścianach budynków. Pomysły macie już podane na tacy, więc jazda do Wałbrzycha! Sam może kiedyś z nich skorzystam, gdy uda mi się ponownie odwiedzić to miasto.

Dodaj komentarz

Top